1/13/2019 1

Mój Poród - Przerywam Milczenie - Cięcie Cesarskie Też jest Porodem + Konkurs - Wygraj Sesje Zdjęciową !




Poród, czyli temat szeroko omijany dotąd przeze mnie na blogu. Wszelkie pytania odnośnie do jego przebiegu były najczęściej po prostu ignorowane. Nie byłam gotowa na podjęcie się tego tematu. W końcu po prawie 7 latach postanowiłam to zmienić i przerwać milczenie. Z pewnością wiele z Was domyśla się, że nie znajdą się tu miłe wspomnienia. Co więcej, że byłam pacjentką szpitala prywatnego, który moim zdaniem powinien zapewnić, aby ten poród przebiegał dla pacjentki jak najlepiej.



Zacznijmy od samego początku...

Pomimo iż miałam zostać młodą mamą to, cieszyłam się bardzo z tej wiadomości. Nie zawsze moje życie układało się dobrze. Zresztą osoby, które miały okazję bliżej mnie poznać z pewnością o tym doskonale wiedzą. Pierwsze trymestry ciąży znosiłam bardzo ciężko. W tym okresie byłam pod opieką państwowego ginekologa, który w tym czasie zapewniał mnie, że idealnie nadaję się do porodu naturalnego. Byłam pewna do 6 miesiąca, iż rozwiązanie odbędzie się drogą naturalną. Po rozpoczęciu 6 miesiąca ciąży zaczęły się pojawiać wątpliwości. Bardzo dużo czytałam na temat przebiegu porodu naturalnego i obawiałam się, czy jestem na niego gotowa. Postanowiłam, że będę rodzić w prywatnym szpitalu. Z racji tego, że dalsze prowadzenie ciąży na prywatnych wizytach ponosiło za sobą ogromne koszty, prowadziłam ją w ciągu dalszym u mojego ginekologa na NFZ. Niestety nie obyło się bez opinii, iż jestem bardzo wygodną osobą, jeśli chce rodzić prywatnie. Tutaj już nie chcę się rozpisywać. Przed ustaleniem terminu oraz innych formalności, wykonałam usg 3d w tej klinice. Lekarz, który wykonywał mi to badanie, stwierdził, że poród naturalny będzie ryzykiem, gdyż główka dziecka była zbyt duża. W domu zastanowiłam się nad tym i postanowiłam, że najbardziej odpowiednie dla mnie i dziecka będzie cesarskie cięcie

Wszystko się zaczęło....

Czas do porodu upłynął mi bardzo szybko. Odbyłam jeszcze 2 wizyty w klinice przed ustaleniem terminu. Termin został ustalony na 28 czerwca. Pozostał tydzień. Wszystko przebiegało dobrze. Zostałam poinformowana, że nie muszę niczego zabierać ze sobą dla dziecka, jedynie rzeczy potrzebne dla siebie. W końcu nadszedł ten dzień. Wszystko spakowałam i mogłam ruszać w drogę. Podczas podróży do szpitala byłam bardzo spokojna i radosna. W końcu miałam zostać mamą i nie mogłam się doczekać. No i niestety wszystko trwało do przekroczenia drzwi kliniki.... Powitała mnie bardzo miła Pani pielęgniarka i poinformowała mnie, że zabieg musi rozpocząć się wcześniej. Poczułam lekką panikę. Wręczyła mi ubranie, które miałam założyć i kazała położyć się na łóżku. Zostałam podpięta pod ktg i zbadana. W międzyczasie do pokoju weszła pielęgniarka a dokładniej praktykantka. Spojrzała na moje żyły i widziałam, że była przestraszona, gdyż wkłuć się w nie jest bardzo ciężko. W ostateczności wbiła mi wenflon jak potem się, okazało źle. W międzyczasie, gdy praktykantka zajmowała się moją ręką przy czym, sprawiało mi to okropny ból (wbijała się chyba z 5 razy) to naprzeciwko mnie druga Pani zasypywała mnie mnóstwem pytań do wywiadu. Gdy byłam już gotowa do zabiegu, zostałam przeprowadzona na salę zabiegową. Podano mi znieczulenie i zaczęła się operacja. Po kilku minutach od rozpoczęcia zaczęłam czuć okropną duszność i dodatkowo słabość. Poinformowałam o tym anestezjologa znajdującego się na sali. Niestety zbagatelizował to. Na sali byli też obecni praktykanci, którzy poradzili dla lekarza, aby podał mi narkozę. W ciągu dalszym zlekceważył to. Moje duszności zaczęły narastać i czułam, że się uduszę. W ostateczności zaczęłam walić rękoma, aby ktoś wreszcie mnie wysłuchał. Lekarz wydarł się na mnie, ale w końcu mi coś podał. Zasnęłam, ale było to dziwne. Słyszałam wszystko, co, działo się na sali. Widocznie była to bardzo płytka narkoza albo środek nasenny. Okropne było to uczucie słuchać jak lekarz, wypowiada się o Tobie, że jesteś smarkatą mamą. Po zakończonym zabiegu mogłam zobaczyć swojego cudownego synka przez chwilę. Następnie zostałam wniesiona na noszach do sali... Tak na noszach. Wtedy nie było to zbyt komfortowe. Podobno teraz została tam zamontowana winda. Zdecydowanie zmiana na lepsze. W mojej sali pojawił się cały zespół z zabiegu oraz moi bliscy. Otworzyli szampana, pogratulowali i wyszli. Byłam bardzo senna i słaba.

Nastała cudowna chwila do mojego pokoju został przyniesiony mój synek. Niestety pielęgniarka nawet nie wytłumaczyła mi jak poprawnie karmić piersią. Dobrze, że czytałam o tym wiele książek dla przyszłych mam i mniej więcej wiedziałam jak to robić. Synek został zabrany wieczorem, abym ja mogła odpocząć po operacji i nabrać sił. Po kilku godzinach znieczulenie zaczęło odchodzić i poczułam pierwsze bóle. Obok łóżka każda pacjentka miała dzwonek, którym w razie potrzeby można było dzwonić, aby wezwać pielęgniarkę. Zrobiłam tak, ale po kilku minutach naciskania go, stwierdziłam, że jest popsuty. Ból narastał. Zaczęłam krzyczeć. Niestety na dole trwał kolejny zabieg i nikt mnie nie słyszał, a ja nie mogłam wstać po zabiegu. Musiałam jakoś przetrwać ten ból. Po zakończonej operacji do mojej sali dołączyła druga mama. Na szczęście dzięki temu w końcu mogłam poinformować pielęgniarkę o moim bólu. Dostałam zastrzyk z ketonalu, który okropnie mnie bolał (przez źle wbitą igłę). Ból niestety po zabiegowy po nim nie minął. Dopiero po kilku godzinach sam ustąpił. Miałam szczęście widocznie. Z moim dzwonkiem też nikt nic nie zrobił.


Wypisałam się na własne żądanie z prywatnego szpitala....


Drugiego dnia z samego rana przyszła do mnie pielęgniarka, aby pomóc mi wstać oraz, abym się umyła. Pomogła mi wstać. Była bardzo miła. Oczywiście była to druga inna pielęgniarka, która miała swój dyżur. Przez dalszą część dnia czułam się okropnie. Obok moja sąsiadka z sali dużo płakała. Nikt nie zainteresował się tym. Pomagałam jej nawet przy synku. Niestety sama nie miałam lekko. Moje dziecko nie najadało się przez nieumiejętne karmienie. Bardzo się denerwował i płakał. Oczywiście w ciągu dalszym nie był u mnie mój lekarz prowadzący... Jedynie w tym ciężkim czasie pomógł mi pediatra, który cierpliwie mnie wszystkiego uczył. Przebywał często w mojej sali. Nie wyobrażam sobie jak by, było bez niego. Zaczęłam popadać w depresję, czułam przez zachowanie pielęgniarek, że jako młoda mama nie jestem nic warta. Nawet nie pozwalały mi pomóc im w kąpaniu mojego dziecka, abym robiła to dobrze. To było okropne. Dzwonek nie działał, czułam ból, synek płakał, sąsiadka płakała. W ostateczności postanowiłam wypisać się na własne żądanie. Czułam, że jeśli tam pozostanę to, załamie się. Następnego dnia wypis z dużym zaskoczeniem wręczył mi sam dyrektor szpitala. Wiadomo, że jest to dość dziwne, że pacjentka wypisuje się z prywatnego szpitala. Oczywiście nie obyło się bez pytań, dlaczego to robię. Nie podałam przyczyny, gdyż w tamtym czasie chciałam znaleźć się tylko w swoim domu i w końcu nacieszyć się moim dzieckiem. Nie opowiadałam o tym nikomu przez kolejne lata, aż dotąd. Nie chce nikogo karać ani obwiniać.

Cesarskie Cięcie Też Jest Porodem !

Nie jednokrotnie spotykam się z szykanowaniem kobiet wybierających cięcie cesarskie jako rozwiązanie porodu. Wiele osób uważa, że te kobiety nie zasługują na miano prawdziwej matki, bo nie czuły bólu. Nawet nie wspomnę już o klinice prywatnej. Nie ukrywam, że tak kiedyś uważałam. Trwało to do mojego porodu. Niestety nie jest on bezbolesny. Sama operacja wiąże się z powikłaniami oraz bólem. Pojawia się on już po odejściu znieczulenia. Samo pierwsze wstanie z łóżka rano to duże wyzwanie- zawroty głowy, mdłości. Chyba nie muszę wspominać o ranie, która nie zawsze goi się dobrze, dlatego nie oceniajmy matek wybierających cięcie cesarskie. Każdy poród jest piękny. Nawet mój pomimo moich nieprzyjemnych sytuacji był dla mnie czymś cudownym. Każdy ból i cierpienie jest warte ujrzenia pierwszego uśmiechu swojego dziecka. Jest to najpiękniejsze wspomnienie, które całkowicie przysłania mi nawet te złe.



Każde narodziny są małym cudem, niezależnie od sposobu przyjścia na świat i ten cud chcemy nagradzać, oraz wręczać korony MAŁYM CESARZOM, za to, że od początku walczą z wieloma przeciwnościami, w tym z uboższą mikroflorą bakteryjną.


Zasady Konkursu:



1. Zrób zdjęcie swojemu małemu cesarzowi. W konkursie mogą wziąć wszystkie kobiety pełnoletnie, które mają dziecko/są mamami.
2. Dorysuj mu koronę, na jaką zasługuje.
3. Wstaw je na swój profil na Facebooku lub Instagramie z hasztagami #mycesario i #cesarz... lub #cesarzowa… z imieniem dziecka (np. #cesarzowaBlanka #cesarzAntek) oraz odpowiedz krótko na pytanie: „Czego nauczył Cię Twój mały cesarz/cesarzowa?”.
4. Najbardziej kreatywne zdjęcie i odpowiedź wygra nagrodę główną.

5. Konkurs trwa od 7.01 do 21.01, kiedy to poznamy zwycięskie zdjęcie.

Nagrody: 2 x sesja zdjęciowa (fotograf dojedzie w wybrane miejsce w Polsce) z fotoksiążką; 3 x aparat fotograficzny Instax.



LINK Do Konkursu -> 




1 komentarz:

Komentując wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych, które są między innymi wykorzystywane w analizie statystyk poprzez Google Analytics.

Copyright © 2017 Gabrysiowa Mama